| Franciszek Szydełko: profesor od czterech łap |
Strona 1 z 4
Franciszek Szydełko: Przez wiele lat zajmowałem się wyłącznie techniką tresury oraz psychologią zwierząt. Tresowałem psy do celów służbowych dla policji i wojska. W 1966 roku reżyser Krzysztof Szmagier kręcił film "Selim" i zaprosił mnie do współpracy. Zostałem konsultantem przy tym filmie, przy okazji zagrałem w nim epizod. Był to krótki kryminał, który opowiadał o psach służbowych. W sumie pokazaliśmy 30 pięknych owczarków niemieckich w akcji, a także sposób ich tresury. Zaraz potem zaangażowano mnie do serialu "Czterej pancerni i pies". Sławomir Zygmunt: Obecnie serial "Czterej pancerni i pies" przeżywa drugą młodość na DVD i często wznawiany jest w telewizji. Skąd był wzięty pies do tego filmu? Franciszek Szydełko: Psy wykorzystane do filmu "Czterej pancerni i pies" wybrane zostały ze szkoły tresury psów służbowych w Sułkowicach. Były to dwa jednakowe owczarki niemieckie. Szarik naprawdę nazywał się Trymer, jego dublerem był Atak. Z tym, że Trymer jak zagrał w pierwszych scenach, tak grał już do samego końca. Kiedyś reżyser Konrad Nałęcki chciał w jednej scenie wykorzystać drugiego pieska, ale okazało się, że o wiele lepiej zrobił to Trymer. Tak więc Szarika grał jeden i ten sam pies - Trymer. Nic więc dziwnego, że szybko poczuł się jak prawdziwy gwiazdor. Od razu po przyjściu na plan filmowy siadał na masce czołgu i czekał na polecenia. Nieraz reżyser mówił: teraz nie grasz, złaź z czołgu i piesek posłusznie schodził z planu. Ale było po nim widać, że jest trochę zawiedziony. Sławomir Zygmunt: Szarik oczywiście uwielbiał Janusza Gajosa, swojego "filmowego" właściciela?
|








Franciszek Szydełko współpracę z kinem rozpoczął 43 lat temu. Tresował zwierzęta do ponad stu czterdziestu filmów. Obecnie jest na emeryturze i opowiada nam o losach swoich najpopularniejszych wychowanków: Szarika, Cywila, Saby i Dzikuna.
Franciszek Szydełko: Myślę, że pora rozwiać kolejny mit. Pies wcale nie zaprzyjaźnił się z Januszem Gajosem. Ale nie dlatego, że pan Gajos nie lubi psów. Podczas pracy przy filmie aktorzy nie mają zbyt wiele czasu. Przyjeżdżają na plan, dostają dialogi, grają scenę, robią jakiś dubel i wskakują do samochodu, bo często wieczorem muszą zagrać w teatrze. Rzadko który aktor poświęca więcej uwagi zwierzęciu z którym gra. Gdy pracowałem z Janem Batorym przy filmie "Zapach psiej sierści", osobą która błyskawicznie zaprzyjaźniła się z owczarkiem niemieckim, występującym w tym filmie, była aktorka Izabella Dziarska. Pies się w niej zakochał, dosłownie zwariował na jej punkcie. Zupełnie natomiast nie mógł się do niego przekonać Roman Wilhelmi. I trzeba szczerze powiedzieć, że gdyby nie pani Dziarska, to niektóre sceny w ogóle by nie powstały. Sceny bardzo trudne, bo to film sensacyjny, kręcony w Bułgarii. Innym takim wyjątkiem wśród aktorów był Wiesław Gołas, którego Szarik uwielbiał. Jeśli podczas zdjęć pies zniknął mi z oczu, to wiedziałem, że poszedł na spacer z Wiesławem Gołasem.



