Smaller Default Larger

.

Tu łatwiej spotkać dzikie zwierzę niż człowieka. Namibia ma powierzchnię dwa i pół razy większą od Polski, a ludności tylko 2 miliony. Farmerzy, pasterze, Buszmeni i Rehoboth Basters – potomkowie Holendrów. To miejsce na ziemi, gdzie słowo bezkres pokazuje swoje znaczenie. Zdjęcia zrobił Paweł Piętak RPA.

co nowego?

Młodość z jagód i buraków

Młodość z jagód i buraków

Jagody, od swojskich czarnych po egzotyczne, wzmacniają serce i wzrok, poprawiają odporność, a nawet...
Brzuch jak mimoza, część pierwsza

Brzuch jak mimoza, część pierwsza

Niektórym wrażliwość mieści się w żołądku. Wszelkie stresy, kryzysy i przesilenia czują właśnie tam....
Pigułka na dobrą formę dla mężczyzn

Pigułka na dobrą formę dla mężczyzn

Mieć to już i najlepiej bez wysiłku. To zaklęcie współczesności. Nikt nie ma czasu ani ochoty na długotrwałe...
Śpiączka – stan zawieszenia

Śpiączka – stan zawieszenia

0801 12 50 54 to ważny numer telefonu, pod którym dyżurują psychoterapeuci pomagający opiekunom osób...
Notatnik kinomana: Ken Russell

Ken Russell, Diabły, The Devils, Tommy, The Who, Roger Daltrey, Lisztomania, Dziki Mesjasz, Savage Messiah, Sergiusz Eisenstein, Dziwka, Być dziwką, Whore, Odmienne stany świadomości, Zakochane kobiety, Women in love, D.H. Lawrence, Dreyfuss, Więzień honoru, Prisoner of Honor, Tęcza, The Rainbow, Fellini, Kochankowie muzyki, Music Lovers, Mahler, esej, kino, film, reżyser, the movie, efekt, widz, dystans, uległość, relikt, epoka, prowokacja, rock-opera, chaos, aktor, scenografia, scenariusz, dramaturg, dramat, artysta, kult, mistrz, seksualność, dystans, inspiracja, kompozytor, muzyka, biografia, literatura, opowieść, USA, Wielka Brytania, brytyjski, teatr, rock, kpinaSZACUNEK DLA DIABŁA

Zmarły niedawno (3.07.1927–27.11.2011) brytyjski reżyser i scenarzysta Ken Russell był w ostatnich latach postacią dość zapomnianą, traktowaną wręcz z pobłażaniem, jako relikt niezwykłej epoki lat 60. i 70., gdy jego prowokacyjne utwory święciły największe triumfy i wzbudzały gwałtowne dyskusje. „Moje filmy mają irytować ludzi” – gromko oznajmiał twórca.


Rzeczywiście – irytowały i to mocno. Nie chodziło tu tylko o dekoracyjne okrucieństwo połączone z religijnymi motywami jak w słynnych „Diabły” (The Devils, 1971), ale o konsekwentną dezynwolturę i łamanie gatunkowych zasad, czemu hołdował Russell przez lata. Z reguły nie było wiadomo czy opowiada serio, czy też raczej kpi z przyjętych sposobów narracji, a może drwi także z samego siebie? Bardzo charakterystycznym przykładem słabości i zalet jego kina była ekranizacja rock–opery grupy The Who – „Tommy” (1975). Film – jak zwykle u tego twórcy agresywny wizualnie wydawał się w swej inscenizacyjnej przesadzie wręcz kpiną z namaszczonej powagi muzycznego oryginału. A jednocześnie nie brakowało w nim gorączkowej werwy, kojarzonej właśnie z rockiem. Światowy rozgłos przyniósł Russellowi cykl wielce niekonwencjonalnych biografii artystów, między innymi „Kochankowie muzyki” (Music Lovers, 1970), „Mahler” (1974), „Lisztomania”(1975) czy „Dziki mesjasz” (Savage Messiah, 1972). Były to właściwie filmowe eseje, a może raczej kapryśne felietony swobodnie mieszające klimat podziwu dla opisywanych w nich twórców z roztrząsaniem ich seksualności oraz niespodziewanymi dygresjami na różne, luźno z głównym nurtem opowieści związane tematy. Niektórzy oceniali te filmy jako słabo kontrolowany chaos, utwory pełne wątpliwej erudycji, uproszczeń i Ken Russell, Diabły, The Devils, Tommy, The Who, Roger Daltrey, Lisztomania, Dziki Mesjasz, Savage Messiah, Sergiusz Eisenstein, Dziwka, Być dziwką, Whore, Odmienne stany świadomości, Zakochane kobiety, Women in love, D.H. Lawrence, Dreyfuss, Więzień honoru, Prisoner of Honor, Tęcza, The Rainbow, Fellini, Kochankowie muzyki, Music Lovers, Mahler, esej, kino, film, reżyser, the movie, efekt, widz, dystans, uległość, relikt, epoka, prowokacja, rock-opera, chaos, aktor, scenografia, scenariusz, dramaturg, dramat, artysta, kult, mistrz, seksualność, dystans, inspiracja, kompozytor, muzyka, biografia, literatura, opowieść, USA, Wielka Brytania, brytyjski, teatr, rock, kpinazłego smaku. Russell gniewnie replikował, że został źle zrozumiany, i że jest przecież wizjonerem, „Fellinim północy”, bo tak, jak sam twierdził, nazwał go mistrz z Rimini.

Ale łapczywe czerpanie przez Russella inspiracji z różnych źródeł, zwłaszcza z literatury przełomu XIX i XX wieku, opery czy montażowych eksperymentów Sergiusza Eisensteina sprawiało, że jego kino sprawiało często wrażenie gorączkowego wiecznego popisu prowadzonego przez nieco rozkojarzonego sztukmistrza. W dodatku reżyser nakłaniał aktorów do teatralnej, świadomie sztucznej maniery gry, co powodowało dodatkowy dystans u widzów. Ten niepokorny i wiecznie niespokojny twórca usiłował łączyć w swych filmach sprzeczności doprawdy  trudne do pogodzenia: arystokratyczny kult artysty jako udręczonego geniusza, który może, a nawet powinien lekceważyć ogólnie przyjęte normy, także moralne ze środkami wyrazu wziętymi demokratycznej ze swej natury popkultury. Kwestionowanie reguł gatunkowych (o czym dobitnie świadczą zwłaszcza jego filmy nakręcone w USA, jak chociażby „Odmienne stany świadomości” (Altered Staes, 1980) czy „Dziwka” (Whore, 1991) z zaskakującą wobec nich uległością. Russell miał też i inne artystyczne oblicze, trochę zapomniane. Gdy był w stanie pohamować swą skłonność do erudycyjnych popisów i wizualnych fajerwerków stawał się wręcz melancholijnym portrecistą odeszłych w zapomnienie światów jak we wspomnianym „Dzikim mesjaszu” czy przesyconych zmysłowością, ale i subtelną malarską stylizacją ekranizacjach prozy D.H. Lawrence'a – „Zakochane kobiety” (Women in Love, 1969) czy wyraźnie niedoceniona „Tęcza” (The Rainbow, 1989). Nakręcił też zaskakująco klasycznie zrealizowany telewizyjny film o sprawie Dreyfussa – „Więzień honoru” (Prisoner of Honor, 1991). Oglądając te kameralne utwory trudno nie nabrać przekonania, że Russell często sam szkodził swemu talentowi w gorączkowej pogoni za mocnym efektem i rozgłosem. Jednak w swych słabościach, potknięciach i pomyłkach bywał o wiele bardziej interesujący niż wielu innych bardziej powszechnie cenionych twórców kina. Bo większość jego filmów, nawet tych nieudanych, wręcz balansujących na granicy grafomanii ma w sobie szczery, czasem wręcz zniewalający dziecięcy entuzjazm. A także wiarę w sztukę, jako coś najważniejszego w życiu. Może to i staroświeckie, ale dla wielu ciągle krzepiące.

Tomasz Jopkiewicz

Komentarze

Ela
+1
 
 
Szacunek dla diabła?...hmm, skoro szacunek każdemu się należy... Russell to artysta, którego może bardziej jak innych dotykały różne wizje, weny i nastroje. Bywało, że anielskie, bywało, że diabelskie. A on pojemną miał duszę, stąd też twórczość jego niejednaka.
Imię *
Kod   
Wyślij
Anuluj
Imię *
Kod   
Wyślij