|
Małgorzata Braunek, kultowa aktorka lat siedemdziesiątych, po dwudziestu latach wróciła na ekran i... natychmiast dostała nagrodę na FPFF w Gdyni. Nie mogło być inaczej, jeśli przypomnimy sobie, jak znakomicie grała w „Trzeciej części nocy", „Potopie", „Polowaniu na muchy" czy w serialu „Lalka". Ostatnio występuje z wielkim powodzeniem w ekranizacji tryptyku powieściowego Małgorzaty Kalicińskiej "Nad rozlewiskiem". W tej chwili oglądamy w TVP 1 trzecią część "Życie nad rozlewiskiem.
Sławomir Zygmunt: Gdy oglądałem film „Tulipany", pierwszy film z panią po wieloletniej przerwie, to nie mogłem od pani oderwać oczu. Biło od pani jakieś światło, łuna, spokój, ciepło. Proszę powiedzieć, co takiego pani zrobiła, że tak pani świetnie wygląda? Małgorzata Braunek: Jest mi bardzo miło słyszeć takie opinie, ale z drugiej strony - nic szczególnego nie wykonałam w tym filmie. Mój przyjaciel po obejrzeniu „Tulipanów" powiedział: „Może nie doceniasz tego, co jest dla ciebie całkowicie naturalne". I tak właśnie z nami jest. Myślę, że generalnie nie doceniamy siebie takimi, jakimi jesteśmy.
Może coś zaszło w pani życiu? Coś się zmieniło? Oczywiście, że się dużo w moim życiu zmieniło. Przez 20 lat człowiek dojrzewa. Z jednej strony przeżywa wiele radości, z drugiej doświadcza bólu, cierpienia, smutku. To jest po prostu życie. Doświadczamy życia.
Jest pani w świetnej formie. Czy pani ćwiczy? Może tai chi albo jogę? Ta moja dobra forma, to skutek uboczny medytacji, którą uprawiam od ponad 20 lat.
Z czego wynika pani medytacja? Uprawia ją pani, żeby się wyciszyć, uspokoić? Nie, to jest medytacja duchowa. Uprawiam ją dla rozwoju duchowego. Związana jest z buddyzmem.
Czy była pani prekursorką buddyzmu w Polsce? Nie. Stowarzyszenie Buddyjskie w Polsce powstało w 1974 roku, wtedy przyjechał do Polski bardzo popularny mistrz Rushi Kapleau. Ja zaczęłam się interesować buddyzmem pod koniec lat 70.
Co panią skłoniło do zainteresowania się właśnie buddyzmem, który wtedy w Europie Środkowej był zupełnie egzotyczną religią? Pewne moje wewnętrzne poszukiwania. Starałam się wtedy odpowiedzieć na zasadnicze pytania, które mnie nurtowały, dotyczące nie tylko mojej egzystencji. I tak trafiłam na buddyzm.
Wróćmy do pani udziału w „Tulipanach". Po 20 latach nieobecności wróciła pani do filmu. Czy to jest powrót na dłużej, czy tylko na ten jeden film? Jestem całkowicie otwarta na propozycje, ale też pozbawiona jakichś szczególnych pragnień, jeśli chodzi o kontynuowanie kariery aktorskiej. Będą role, to zagram, nie będzie, to nie zagram, a świat będzie funkcjonował dalej.
Czy jest pani usatysfakcjonowana, jeśli chodzi o „Tulipany"? Tak, bo na ogół film się podoba, choć niektórzy nie bardzo wiedzą, o co w nim chodzi. Wszyscy natomiast mówią, że ten film wyzwala pozytywną energię, bije z niego miłość do ludzi. Reżyser, młody człowiek, całkowicie świadomie, wydobył klimat kina lat 70.
Cofnijmy się o... trzydzieści lat. Czy lubi pani film „Potop"? Był czas, gdy „Potop" był bardzo często wznawiany w telewizji i wtedy nie mogłam patrzeć na ten film. Ale teraz, po latach, gdy go oglądam, widzę, jak jest świetnie zrealizowany, zagrany, jak bardzo wybija się na tle wielu polskich filmów. Zresztą muszę przyznać, że to była dla mnie trudna rola...
Związana z „narodową debatą", kto ma zagrać Kmicica, a kto Oleńkę? Pomińmy już tę debatę. Chodzi mi o wyzwanie aktorskie. Oleńka to trudna postać do zagrania...
Dlaczego? Bo Oleńka to symbol. A jak zagrać symbol? Jakimi środkami wyrazu pokazać, jaka ona jest? Postanowiłam Oleńkę uwspółcześnić, żeby to nie była odległa postać, z którą właściwie nikt nie jest w stanie się utożsamić.
„Lalka" już na etapie produkcji spotkała się z krytyką. Pisano, że nie powinna pani grać Izabeli Łęckiej. Potem, kiedy serial został wyemitowany w TVP, wszyscy nie mogli się nachwalić Jerzego Kamasa w roli Wokulskiego, Bronisława Pawlika w roli Rzeckiego i... pani w roli Łęckiej. Co do „Lalki" to nie miałam żadnych wątpliwości, by wystąpić w tym serialu. Od początku chciałam zagrać Łęcką. I z dużą przyjemnością jeździłam na plan serialu. Mogłam się spotkać ze znakomitymi polskimi aktorami, których reżyser zatrudnił nawet do niewielkich ról. Bardzo lubię ten serial. Uważam, że jest bardzo dobry.
Przeczytaj także Małgorzata Kalicińska: umiaru życzę.
Rozmawiał: Sławomir Zygmunt, Warszawa 2004
|
Komentarze